Przypełzło z sieci

Postanowiłem wziąć przykład z Barta (jego referral fun), i przyjrzeć się przychodzącym linkom.

Po pierwsze więc pozdrawiam czytelników forum wegedzieciak, gdzie ktoś użył artykułu o aspartamie jako argumentu w dyskusji. Dziękuję i zapraszam do czytania,

Po drugie pozdrawiam dwóch użytkowników wyszukiwarki Bing, niestety jeden z nich nic dla siebie nie znalazł („matka teresa a homeopatia”). Drugi szukał informacji o promieniowaniu telefonów komórkowych więc trafił chyba dobrze.

Po trzecie, oto co najpopularniejsze słowa kluczowe, dzięki którym ludzie trafiają na „Mity”:

  1. mity aspartam
  2. przeludnienie
  3. aspartam
  4. cytat na dziś
  5. aspartam szkodliwość
  6. błędy logiczne przykłady
  7. homeopatia mity
  8. mity nauki
  9. mity nauki i (?!)
  10. aspartam mity

Po czwarte, oto najbardziej interesujące lub zwariowane słowa kluczowe dzięki którym ktoś trafił na naszą stronę, i, mam nadzieję, odszedł oświecony:

  • homeopatia ciekawe przypadki
  • aspartam czy można gotować
  • bioelektromagnetyzm
  • błędne twierdzenia na temat kamieni
  • czy ziemia zmienia swoje położenie najnowsze doniesienia
  • homeopatia ma sens
  • kazanie dla ministrantów
  • dlaczego jest nagonka na homeopatię
  • dlaczego w składzie leków homeopatycznych jest tylko cukier
  • ciemna strona księżyca
  • htl lancet łęczyca – praca do kitu
  • nacl w opłatku co to za lek
  • witamina c i przyziębienia (sic)

 

Jak dyskutować? Czyli cherrypicking i inne zmory

Jak można zauważyć, wiele z wpisów na tej stronie jest pretekstem do gorącej dyskusji odbywającej się w komentarzach. Na przykład ostatnio bardzio ciekawa rozmowa odbyła się pod wpisem na temat aspartamu.

Po przeczytaniu (i uczestniczeniu w) każdej z tych dyskusji, nasuwa mi się wniosek, który można podsumować krótko, angielskiem powiedzonkiem „preaching to the choir”. Oznacza to w wolnym tłumaczeniu mówienie kazania do ministrantów – czyli po prostu: przekonywanie przekonywanych. Istnieje niebezpieczeństwo że na stronę taką jak nasza będą wchodzić ludzie którzy i tak generalnie zgadzali się z tym co tu piszemy, tylko utwierdzając się w swoim przekonaniu.

Aby temu zapobiec, staram się tytułować wpisy tak, aby nie zdradzały wymowy artykułu, a czasami sugerowały wręcz coś odwrotnego: patrz np. ostatni tytuł „Aspartam zabija” czy wcześniejsze „Komórkowe promienie”.

Czy to zadziała? Nie wiem jeszcze. Na razie podjąłem kilka gorących dyskusji w komentarzach, zaakceptowałem jedno wyzwanie  (przeczytanie książki polecanej przez komentującego), ale zdaje się że na razie nie osiągnąłem nic więcej. Człowiek racjonalnie myślący musi ugiąć się pod ciężarem argumentów – a jeśli chcemy kogoś przekonać musimy argumenty dobrać odpowiednio. Co nauczyły mnie „komentarzowe” dyskusje? Ot, na przykład tego że muszę akceptować jako argumenty linki do artykułów gdzie mamy zwroty typu „według wielu naukowców”, ale gdy ja powołuję się na konkretne naukowe publikację, mogę usłyszeć najwyżej „pfff naukowcy!”. Podobnie, powoływanie się na informacje od FDA jest OK jeśli robi to rozmówca – ale gdy ja powołam się na opinię tej samej instytucji, to już sprzedawanie informacji podejrzanych. Oczywiście uważny czytelnik dostrzeże tutaj zjawisko „cherrypicking” czyli wybieranie dokładnie tego co nam pasuje i ignorowanie całej reszty.

Jak z tym walczyć, pytam innych zaprawionych w bojach?

Małe wyjaśnienie

Muszę się przyznać, że nie miałem dużych aspiracji pisząc pierwszą notkę – ot, napisałem parę słów, opierając się na źródłach, nie dodając nic od siebie. Po namyśle, usunąłem bibliografię która najpierw dodałem, oraz zmieniłem ton na trochę luźniejszy. Chciałem dotrzeć do większej liczby osób, no i nie odstraszyć – znam takich co widząc bibliografię, zamykają stronę…

Potem wpadłem na pomysł umieszczenia linku na wykop.pl. No i się zaczęło.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, wykop trafił dziś na stronę pierwszą, a wg Posterous notka zaliczyła już 7 tysięcy odwiedzin. Jak dla mnie to szaleństwo.

Oczywiście linku do własnego artykułu na wykop.pl to również źródło wielu złych emocji – zostałem zjechany za słaby poziom, sprzedanie się firmom farmaceutycznym i za wiele innych rzeczy. Wskazano mi literówki, wskazano mi artykuły o pamięci wody (szczególnie ubawił mnie ten w którym przyklejano karteczki ze „złymi” i „dobrymi” słowami do probówek), wytykano mi brak medycznego wykształcenia, i porównywano do zwolenników teorii spiskowych.

Spotkałem się też z wieloma osobami dyskutującymi na poziomie, dodającymi przydatne linki i przenoszącymi dyskusję do komentarzy pod notką.

Takie zainteresowanie musi być nagrodzone. W najbliższych dniach ukaże się kolejna notka – tym razem na temat czegoś w co wierzy większość ludzi – a jednak nie jest prawdą… 

Nie wiem tylko, wrzucać na wykop, czy też lepiej nie? 🙂