Niebezpieczeństwo medycyny alternatywnej, czyli syndrom „cóż to szkodzi”

Często przy rozmowach dotyczących stosowania medycyny alternatywnej, różnego rodzaju homeopatii, radiestezji, bioenergoterapii czy innego znachorstwa, pojawia się swoisty pseudo-argument: „Cóż może zaszkodzić, najwyżej nie zadziała!”.

Niestety, myśli w ten sposób wiele osób, również inteligentnych ludzi wierzących w to, że każdemu przysługuje wolność wyboru myślenia i działania.

W przypadku podejścia do traktowania ludzkiego życia i zdrowia jednak może się okazać, że wolność może być niebezpieczna. Nie będę przytaczał żadnych przykładów które opisane są na świetnej stronie What’s The Harm? – wystarczy, że spojrzymy na nasze podwórko i fakt, którym żyje część mediów.

Otóż nie tak dawno temu pod Nowym Sączem rodzice – inteligentni, wykształceni ludzie, doprowadzili do śmierci swojej kilkuletniej córki. Jak donoszą artykuły, które ukazały się w Wyborczej i Polityce, z rodziców przynajmniej matka była przeciwniczką szczepień i zwolenniczką „naturalnych metod leczenia”. Wynika tak z jej wpisów na portalu społecznościowym.

Rodzice byli niechętni lekarzom. Nie chcieli szczepień. Nie przychodziła na kontrole do przychodni. Jednak natura jest bezlitosna i córka zachorowała. Według faktów które teraz docierają do mediów, można dojść do wniosku że miała uczulenie na mleko matki. Lekarze próbują przekazać rodzicom mleko modyfikowane – matka kłamie że je podaje. W końcu ojciec wypisuje córkę w ogóle z ośrodka zdrowia – oświadczając że znalazł opiekę zdrowotną na Słowacji.

Dziecko leczą w rzeczywistości u znachora z Nowego Sącza. Jak dziś wiemy: winnego śmierci co najmniej jeszcze jednego dziecka – chorego na nerki, którego rodzice woleli zioła od znachora, zamiast normalnych lekarstw.

Znachor zniknął. Jego zwolennicy do teraz twierdzą że leczy jak Jezus.

Polecam przemyślenie tego przypadku wszystkim „otwartym umysłom”, twierdzącym że „niech każdy żyje jak mu się podoba”, i że w sumie, w tym wszystkim nic złego nie ma. Niewinna zabawa.

  • wmo

    Nie wiem, czy akupunktura zalicza się jeszcze do ‚medycyny alternatywnej’, czy to już może medycyna oparta na nauce?
    Postanowiłem sprawdzić to osobiście na sobie i udałem się do lekarza, który stosuje tę metodę (http://www.akupunktura-rosinski.pl/6,akupunktura-strona-glowna).
    Po odbyciu serii zabiegów ustąpiły bóle w lędźwiowej części kręgosłupa. Ale po kilkunastu tygodniach ból powrócił, więc ostatecznie okazało się, że tak naprawdę jedyną metodą na stałe, jest codzienne wykonywanie ćwiczeń zaleconych przez fizjoterapeutę.
    Jest to w moim mniemaniu propozycja praktycznego podejścia do kwestii medycyny alternatywnej. Zawsze biorąc pod uwagę opinie lekarskie i własne sprawdzenie (na ile to możliwe) tematu.

    pozdr.
    wmo

    • mityadmin

      Tak, akupunktura to ta „alternatywna”.

      Często się zdarza, zgodnie z prawem regresji do średniej, że ludzie korzystają np. z kręgarza gdy już nie mogą wytrzymać. I pomaga – bo akurat cykl związany z bólem się kończy. Tak samo witaminy wzięte w czasie grypy „pomagają”, bo grypa trwałaby i bez tego określoną liczbę dni.

      Ciekawie o tym fenomenie pisze Ben Goldacre w swojej, wydanej po polsku 2 lata temu, książce. Polecam!

  • tey

    Spoko, wszystko powyższe to racja, ale…

    Kiedyś uszkodziłam sobie stopę. Poszłam do lekarza. Skierował mnie na prześwietlenie. Technik, który je wykonał, stwierdził beztrosko, że nie umie zinterpretować zdjęcia (stopa bardzo mnie bolała i nie wiedziałam, czy to złamanie, czy tylko stłuczenie, zwichnięcie itp) i że mam iść do chirurga. U chirurga dowiedziałam się, że mogę zostać przyjęta… uwaga – za 4 miesiące! Cudownie. Do chirurga z uszkodzoną kończyną. Za 4 miesiące. Bo nie ma wolnych terminów. Wróciłam do domu, odcierpiałam 3 dni i trochę przeszło. Stopa prawdopodobnie złamana nie była i mi się „upiekło”. Choć do tej pory pobolewa.
    Medycyna tradycyjna – hell yeah!

    • czyznaszmnie

      to, co podstawiasz tutaj za winę medycyny, jest winą polityki. Gdyby lekarze byli opłacani dobrze, byłaby ich wystarczająca ilość, nie byłoby w ogóle Twojego problemu. Gdybyś też sama zapłaciła za prywatną wizytę, nie sądzę byś czekała dłużej niż 5 dni. Także nie mieszajmy pojęć. Nie jest winą stacji benzynowej, że ropa nie jest za darmo.