Ustawki terapeutyczne

Jeśli oglądaliście, skądinąd całkiem dobry, film polski pt. Uwikłanie, to pewnie w oczy rzuciły wam się sceny dziejące się w trakcie dość dziwnej terapii – uczestniczący w niej pacjenci, wraz z innymi, wynajętymi do tego celu ludźmi, odgrywali role żyjących i nie żyjących członków rodziny. Wg. wypowiedzi bohaterów filmu, w ten sposób stawali się na czas terapii tymi ludźmi i umożliwiali w ten sposób odtworzenie odpowiednich stosunków między poddawanymi terapii osobami.

Jeśli w tym momencie zapalił wam się wasz wewnętrzny czujnik bullshido to mieliscie rację. Ustawienia rodzinne Hellingera, bo to o nich mowa, zdobywają ostatnio coraz większą popularność – częściowo również dlatego, że aby zostać terapeutą (ustawiającym) wystarczy przejść szkolenie które trwa kilka dni – znajdziecie je łatwo gdy pogooglacie „facilitator training and coaching program”.

Image: David Castillo Dominici / FreeDigitalPhotos.net

Image: David Castillo Dominici / FreeDigitalPhotos.net

Cóż możemy zyskać, uczestnicząc w takiej terapii? Spójrzmy na stronę „AVITA Ustawienia systemowe”. Dowiadujemy się z niej że terapia pomóc może na naprawdę imponującą liczbę dolegliwości takie jak:

  • depresja
  • problemy z tożsamością
  • przewlekłe i zagrażające życiu choroby (sic)
  • bezdzietność (sic – nie bezpłodność ale właśnie bezdzietność!)
  • homoseksualizm (!)

Jak widać, gra jest warta świeczki. Cóż to takiego więc jest ta terapia i skąd się wzięła?

Otóż stworzył ją urodzony w 1925 roku niemiecki psychoterapeuta Bert Hellinger. Co ciekawe, nie była to jego pierwsza praca – najpierw był księdzem misjonarzem, i zrezygnował ze stanu kapłańskiego po 20 latach. Zainteresował się wtedy psychologią. Stworzył własną metodę terapii którą nazwał „family constellations” (czyli właśnie ustawień rodzinnych). Stworzona (jak wiele terapii) na zasadzie odgrywania ról, zakłada ona że uczestniczący podświadomie przyjmą role członków rodziny, często nieżyjących lub nieobecnych, pozwalając pacjentom uświadomić sobie problemy jakie ich nękają.

Jak dotąd nie widzimy tu nic dziwnego. Dziwnie dopiero będzie. Otóż Hellinger twierdzi że wchodząc w „konstelację” mamy fizyczne i realne połączenie z innymi członkami rodziny, i ich „przeznaczeniem”. To połączenie działa na zasadzie „pola energii” które „ma pamięć i wpływa na nas”. Widzimy tutaj typowe założenie (takie same jak przy np. reiki) że nasze organizmy mają jakieś „pola” które muszą być „w harmonii” inaczej źle się czujemy, chorujemy etc. Oczywiście te pola i harmonie nie są wykrywane przez żadne instrumenty bo przecież „nauka nie wie wszystkiego”. Jeden ze znanych terapeutów Albreht Mahr twierdzi że „fizyka kwantowa i duchowość są głęboko powiązane”.

Jeśli graliście w quantum physics bullshit drinking game, czas wypić do dna!

Co ze wspomnianym wcześniej leczeniem homoseksualizmu? Hellinger twierdził, że jest on spowodowany tym że syn był zmuszony przejąć rolę i uczucia brakującej osoby rodzaju żeńskiego (np. zmarłej siostry). Oczywiście był przekonany że z sukcesem wyleczył co najmniej jednego pacjenta z „choroby homoseksualizmu”.

Zauważcie że nie mówię że ta terapia nie ma prawa pomóc, bo każdy kontakt terapeutyczny może pomóc, nawet na zasadzie poprawy samopoczucia. Twierdzę tylko że jej podstawy naukowe są po prostu kiepskie. Myślę również że jeśli nie wierzysz w przeznaczenie, duszę i „wiedzące pole” to ta terapia może nie działać.

Sami oceńcie ryzyko jakie ponosi pacjent, związane z zawierzeniem tej metody w leczeniu „bezdzietności” czy „przewlekłych chorób”. Czy ponosi ryzyko pogorszenia swojego stanu psychicznego, pogłębienia depresji, przez pozwolenie terapeucie na dowolne manipulowanie swoją psychiką podczas „ustawień”?

Co ciekawe, fabuła filmu o którym na początku wspomnieliśmy właśnie zawierała wątek celowej manipulacji stanem pacjenta przez terapeutę (więcej nie napiszę żeby nie spoilować).

Hellinger jest barwną postacią (wciąż żyje), od czasu do czasu powodującą nowe kontrowersje swoimi wypowiedziami. Ostatnim przykładem może być całkiem niedawne opublikowanie w jednej ze swoich książek napisanej wierszem ody do Hitlera. Te i inne wypowiedzi spowodowały że niektórzy terapeuci „odcięli się” od Hellingera, dalej jednak praktykując stworzoną przez niego metodę. Ot, przyganiał kocioł garnkowi…