Małe wyjaśnienie

Muszę się przyznać, że nie miałem dużych aspiracji pisząc pierwszą notkę – ot, napisałem parę słów, opierając się na źródłach, nie dodając nic od siebie. Po namyśle, usunąłem bibliografię która najpierw dodałem, oraz zmieniłem ton na trochę luźniejszy. Chciałem dotrzeć do większej liczby osób, no i nie odstraszyć – znam takich co widząc bibliografię, zamykają stronę…

Potem wpadłem na pomysł umieszczenia linku na wykop.pl. No i się zaczęło.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, wykop trafił dziś na stronę pierwszą, a wg Posterous notka zaliczyła już 7 tysięcy odwiedzin. Jak dla mnie to szaleństwo.

Oczywiście linku do własnego artykułu na wykop.pl to również źródło wielu złych emocji – zostałem zjechany za słaby poziom, sprzedanie się firmom farmaceutycznym i za wiele innych rzeczy. Wskazano mi literówki, wskazano mi artykuły o pamięci wody (szczególnie ubawił mnie ten w którym przyklejano karteczki ze „złymi” i „dobrymi” słowami do probówek), wytykano mi brak medycznego wykształcenia, i porównywano do zwolenników teorii spiskowych.

Spotkałem się też z wieloma osobami dyskutującymi na poziomie, dodającymi przydatne linki i przenoszącymi dyskusję do komentarzy pod notką.

Takie zainteresowanie musi być nagrodzone. W najbliższych dniach ukaże się kolejna notka – tym razem na temat czegoś w co wierzy większość ludzi – a jednak nie jest prawdą… 

Nie wiem tylko, wrzucać na wykop, czy też lepiej nie? 🙂

Homeopatia

Oczywiście, homeopatia musiała być pierwszym tematem, jaki poruszymy. Jak to! – powiecie – jak to? Homeopatia mitem? Przecież leki homeopatyczne sprzedawane są w aptekach, a nawet przepisywane przez lekarzy!

To prawda. Za chwilę wspólnie zastanowimy się czy homeopatia ma sens. Zacznijmy więc od początku…

Na początku, był sobie pewien pan nazwiskiem Samuel Hahnemann.

Pan ten urodził się w 1755 a zmarł w 1843. Był poliglotą, masonem i czym tam jeszcze. Wtedy ludzie zajmowali się wieloma rzeczami. Ponieważ był poliglotą, to zarabiał jako tłumacz, a z zarobków na tłumaczeniach (hej, wtedy można było z tego wyżyć?), opłacił sobie studia medyczne. Nie będąc zadowolonym z ówczesnych praktyk medycznych (pijawki? łee), postanowił stworzyć własną teorię leczenia.

Hahnemann

Zauważył (słusznie) że medycyna stara się przeciwdziałać objawom chorób (na przykład zatrutemu podaje się odtrutkę – środek neutralizujący truciznę, a na kaszel podajemy środek przeciwkaszlowy). Nazwał to „leczeniem przeciwnościami” – alopatią.

Tym sposobem stworzył słowo – wytrych do dziś stosowane przez homeopatów. Neurologia? Stomatologia? Chirurgia? Kardiologia? To wszystko po prostu alopatia. Błądząca w ciemnocie medycyna „konwencjonalna” – kolejne słowo – wytrych.

Alopatii przeciwstawił homeopatię – leczenie podobnym. Strułeś się? Damy ci truciznę. Zapewne widzicie już lukę w rozumowaniu, i początek ścieżki która doprowadziła do współczesnej homeopatii. Ja wyobrażam sobie to tak:

– Doktorze Hahnemann! Zmarł nam pacjent!

– Który?

– Ten któremu podaliśmy truciznę, żeby wyleczyć go z zatrucia.

– Mówiłem rozcieńczyć!

Oczywiście to żarty. Nie wiemy nic o takim przypadku. Tak czy inaczej, Hahnemann zaczął rozcieńczać. I rozcieńczać. I jeszcze rozcieńczać… Niektóre roztwory stosowane jako leki w medycynie homeopatycznej sięgają jednej części w 10^400 (10 do potęgi 400) a standardowa dawka zalecana przez Hahnemanna wynosiła jedną część w 10^60.

To bardzo mało, pomyślicie… Na pewno działanie tego środka jest bardzo nikłe.

No cóż, jest jeszcze mniejsze niż myślicie… Na scenę poprosimy Jeana Babtiste Perrina, francuskiego fizyka (laureata nagrody Nobla).

Jean_Perrin_1926

Jest on odkrywcą tzw liczby Avogadro (nazwał tą liczbę na cześć innego naukowca, więc nie nazywamy tego liczbą Perrina – piękny gest). Liczba ta wynosi około 6 x 10^23 i jest liczbą cząsteczek substancji w tzw. molu. Nie wdając się w szczegóły – jeśli coś rozcieńczymy bardziej, to uznajemy to za czystą wodę, a nie za roztwór.

Doktor Hahnemann nie byłby sobą gdyby na coś nie wpadł. Otóż wg jego teorii (i tutaj już permanentnie opuszczamy teren nauki) – w wodzie pozostaje pamięć – duch substancji który oddziałuje tak samo a nawet lepiej niż gdyby ta substancja tam była. Skojarzenia z bajką o nowych szatach cesarza jak najbardziej uzasadnione. Oczywiście współczesna homeopatia nazywa to tak by brzmiało to bardziej „naukowo” – np. wibracją cząsteczek. Problem w tym że… nic takiego nie istnieje.

Co więc sprzedają apteki jako leki homeopatyczne? Weźmy dla przykładu popularny preparat na przeziębienie, o nazwie Oscillococcinum. Jest to flagowy lek homeopatyczny. Na tyle popularny w Polsce że ma swoją polską stronę (łatwo ją znajdziecie) z której uśmiecha się do nas szczęśliwa rodzina, pod napisem: „Naturalnie lecz skutecznie”. Z tej to strony dowiadujemy się że substancja czynna ma rozcieńczenie 200K. Jest to tzn oznaczenie centymalne – odpowiada ono rozcieńczeniu jednej porcji substancji aktywnej w 10^400 częściach wody.

(Dodajmy że liczba atomów we Wszechświecie to około 10^80.)

Co to więc oznacza? Jeśli nie wierzymy w „wibracje” – większość cząsteczek Oscillococcinum nie miała nawet przecież styczności z substancją aktywną, to musimy uznać że w aptece kupujemy po prostu wodę z cukrem. W przypadku omawianego preparatu w gramie znajduje się 0,85g sacharozy (czyli cukru spożywczego) oraz 0,15g laktozy (cukru mlecznego). Plus duch substancji aktywnej.

Jak to się dzieje, że takie leki można sprzedawać? Przecież zanim wprowadzi się lek do sprzedaży, trzeba udowodnić jego działanie.

Otóż, moi drodzy, nie trzeba, jeśli chce się sprzedawać lek homeopatyczny. Nasi prawodawcy pomyśleli o wszystkim. Ustawa o prawie farmaceutycznym stanowi co następuje: produkty lecznicze homeopatyczne, (…) nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej (art. 21 ust. 7).

I tutaj dochodzimy już do końca naszej wędrówki we wspaniały świat homeopatii. Jeśli zamierzasz się „leczyć” homeopatycznie, nie zaniedbuj brania również prawdziwych leków!